Wydanie nr 6

2017-11-09
Dział: ARTblog
Dział:

ARTblog

Dzienniki babci Róży, część 2

Dziewczyna wyciągnęła swoją komórkę z kieszeni i przeczytała SMS. Okazało się, że jej przyjaciółki Kornelii nie ma w domu. Wyjechała poprzedniego dnia z rodzicami na niespodziewaną tygodniową wycieczkę nad morze! Gai momentalnie uleciały resztki dobrego humoru… Kornelia była jej jedyną nadzieją na miło spędzone wakacje, a teraz przez tydzień miała nudzić się jak mops u babci w ogródku! Nie było nawet takiej opcji…

– Babciu, mogę się przejść? – spytała w końcu dziewczyna. – Przewietrzę się.
– Świetny pomysł. Chcesz, żebym poszła z tobą? – odparła babcia, nie odrywając oczu od malin, które właśnie pieliła.
– Nie, nie musisz, nie będę cię odciągać od pracy. Pójdę tam, do pobliskiego lasu.
– Jeśli chcesz, to proszę. Tylko wróć przed osiemnastą, masz zegarek, to będziesz wiedzieć. I nie wchodź za głęboko do lasu, bo się zgubisz.
– Oczywiście, babciu.
Chwilę później Gaja już spacerowała brzegiem lasu z butelką wody w ręce. Nie było wiatru, więc była to najlepsza pora na spacer. „Wreszcie są wakacje” myślała wpatrzona w ziemię. „Czekałam na nie tyle czasu, czekałam na powrót do Polski, więc czym mogę się przejmować? Po co to wszystko robiłam, żeby teraz być smutna?” – pocieszała się Gaja, ale doskonale wiedziała, że sama siebie nie przekona, nigdy jej to nie wychodziło.
Nagle usłyszała donośne skomlenie z głębi lasu. Chciała już biec pomiędzy drzewa, ale powstrzymała się.
– Babcia przecież mówiła, żeby nie wchodzić za głęboko do lasu – skarciła cichutko samą siebie na głos za chęć wbiegnięcia w głąb ciemnych drzew. Jednak po chwili, kiedy skomlenie stawało się coraz głośniejsze i bardziej rozpaczliwe, jej wrażliwość na krzywdę innych wygrała. Weszła do lasu i szła za źródłem dźwięku.
W końcu znalazła – to był mały, jasny szczeniak labradora. Wyglądał na zadbanego. Miał dosyć głęboką ranę na boku; leżał na drugim, podkulał ogon i skomlał. Gaję serce zabolało, kiedy dostrzegła przecięcie. Podeszła bliżej do psa, który najwyraźniej ucieszył się z tego, że ktoś obok niego jest. Wzięła butelkę z wodą i delikatnie przemyła ranę. Szczeniak był do niej przyjaźnie nastawiony i, kiedy pomogła mu, ucieszył się bardzo i machał ogonem.
– Jesteś całkiem miły – powiedziała dziewczyna i pogłaskała go delikatnie, mimo lekkiego niepokoju, w końcu to był pies znaleziony przypadkowo w lesie.
– Babcia lubi zwierzęta, może by jej ciebie przedstawić? Może cię przygarniemy? Nazwę cię Alex – stwierdziła po chwili.
Szczeniak zaczął biegać w kółko ze szczęścia, a Gaja zaśmiała się na ten widok. Podobało mu się nowe imię.
W pewnym momencie Gaja postanowiła sprawdzić godzinę. Nie zdążyła jednak, bo pies niespodziewanie złapał zegarek w pyszczek i zaczął z nim uciekać. Nic dziwnego, Gaja była bardzo szczupła, więc zegarek wisiał luźno na ręce.
– Hej, to moje! Alex, oddaj to! – krzyczała Gaja, ale pies szybko biegł w głąb lasu…

8 komentarze

  1. Super, że potrafiłaś użyć normalnych bohaterów (normalni, bo nie mają supermocy). W tej historii jest trochę dreszczyku i dzięki temu jest fajna.

    1. Dzięki, zwykle piszę fantasy, ale dłuższe, bo ze zwykłymi opowiadaniami mi nie idzie. Ale miło, że Ci się podoba! 😀

Co sądzisz o tym artykule?